poniedziałek, 7 marca 2016

Przeczytaj notkę pod rozdziałem! :)
Rozdział I.
"Och, someone new?"


Leżę, patrzę w sufit i mruczę coś pod nosem. Ile już tutaj leżę? Nawet nie pamiętam kiedy miałam kolejny napad. Zamykam oczy i w moich uszach rozbrzmiewają krzyki. "To ty ją zabiłaś, to przez ciebie nie żyje! Będę się modlić, abyś nigdy z psiachtryka nie wyszła!". Nie płaczę, dlaczego? Nie mam już na to siły. To i tak nic nie da. Straszne jest to, że nigdy nie pogodzę się z tym, że te słowa padły z ust mojej matki. Mojej własnej matki, która nosiła mnie w sobie, pod swoim sercem 9 miesięcy, urodziła i wychowała. Pokochała i znienawidziła. Do sali wchodzi pielęgniarka. Zamykam oczy i widzę przeszłość. Okrutną, lecz prawdziwą. Słyszę słowa, które od lat pozostają w moich uszach nienaruszone. Urządziły tam sobie mały domek i gdy tylko mają ochotę, zaczynają dawać o sobie znać. Kto na tym cierpi? Nie ja, nie moja psychika. Ona jest już stępiona i nie do naostrzenia. Cierpią lekarze, pielęgniarki, psycholodzy. Chcą nam pomóc, a my ich do siebie nie odpuszczamy. Bo...po co? Da nam to coś? Nic. Cały budynek ma z 3 piętra, korytarze są cholernie długie i można się tu bardzo łatwo zgubić. Jestem tutaj tak długo, a byłam może w czterech, pięciu pokojach. Otwieram powoli oczy i widzę tą samą pielęgniarkę. Bada mnie. Przenosi wzrok na moją twarz, wpatruje się we mnie, a ja w nią. Uśmiecha się, a ja wciąż leżę bez życia. Mówi coś do mnie, ale ja nic nie słyszę. Wyłączam mózg na ten świat. Wsłuchuję się w krzyki, płacz, błagania. Zastanawiam się jak to jest być szczęśliwą. Nigdy nie zaznałam tego uczucia, lata temu, czasem widywałam takich ludzi. Do izolatki wchodzi lekarz. Wie, że nie słucham, dlatego jak zawsze, pokazuje mi żółtą karteczkę z napisem "Teraz odepniemy cię i powoli wstaniesz, dobrze? Mrugnij raz, na znak iż rozumiesz." Te słowa zapisane na białej kartce, pamiętam na pamięć. Zawsze to robi, ponieważ wie, że mu nie odpowiem, a może on jako jedyny ma jakąś nadzieję? Zamykam na chwilę oczy i po kilku sekundach otwieram. To znak dla lekarza. Podchodzą do mnie dwie pielęgniarki i dwóch doktorów. Delikatnie rozplątują węzły i odpinają pasy. Odchodzą i jest to znak, iż skończyli. Nawet nie wiedziałam, nie poczułam. Spoglądam na nich i ruszam palcem. Jednym, drugim, trzecim...zginam nogę w kolano, podnoszę rękę i teraz wysilam całe moje ciało, by usiąść na łóżku. Czuję spojrzenia pięciu par oczu na mojej osobie. Siedzę i wpatruję się w podłogę. Napieram ciężarem ciała na ręce i wstaję. Pielęgniarka prowadzi mnie do jadalni. Siadam na twardym krześle i mieszam łyżką w zupie. Nawet nie wiem czy jestem głodna. Nie czuję tego, nie czuję nic. Nie jem w ogóle. Wstaję, wychodzę z pomieszczenia i kieruję się pustym korytarzem. Wchodzę do "pokoju rozrywki". Tam większość przesiaduje całe dnie. Zajmuję miejsce na kanapie, zaraz obok dziewczyny, tulącej się do misia i wpatruję się w kolorowe obrazki na ekranie.
-Czas na leki! -Słyszę krzyk jednej z pielęgniarek. -Lisa Angell ! -Wstaję i sunę kapciami do okienka. Biorę 4 tabletki do ust i popijam zimną wodą. Siadam z powrotem na kanapie, zginam nogi w kolana i owijam je rękoma.
-Zostawcie mnie! Ja nie jestem chora! -Och, ktoś nowy? Zrywam się na równe nogi i podchodzę do korytarza. Prowadzą dziewczynę, mniej więcej w moim wieku. Widzę, że nie wie o co chodzi. Przyzwyczai się. Prowadzą ją do jednego z pokoi i znikają w nim. Idę z powrotem do głównego pokoju i przechodzę obok kilku osób. Jedna, jakby zahipnotyzowana. Druga, siedzi i nie spuszcza wzroku z okna. Trzecia, wcina słodycze i biega po pokoju, a za nią pielęgniarka. Czwarta, wrzeszczy i szarpie się za włosy. Piąta, mierzy każdego wzrokiem zabójcy. Szósta, z pociętymi nadgarstkami, skulona w kącie. I wiele innych. Ciekawa jestem, jak postrzegają mnie inni. Wstaję i szurając kapciami o podłogę, przemierzam korytarz, w poszukiwaniu pokoju 152. Rzucam się na łóżko, biorę do ręki zegarek i sprawdzam godzinę. Wybija godzina dwudziesta. Schylam głowę pod łóżko, odchylam materac i wyciągam gruby zeszyt. Tak, to mój pamiętnik. Przyjaciel, które zawsze otwiera się tylko dla mnie, a ja dla niego. Tylko jemu tutaj ufam. Otwieram i zaczynam przelewać moje myśli, odczucia na białą kartkę.

"Hmm..Chyba długo mnie tutaj nie było, co? Znów byłam unieruchomiona..Tak bywa. To moje życie. Pokręcone, samotne, prawdziwe. Który dzisiaj jest? Chcę ci to powiedzieć, ale tego nie wiem. Za każdym razem opowiadam ci cząstkę mnie. Poznajesz mnie bliżej, choć zastanawiam się czy bliżej możesz mnie jeszcze poznać. Wiesz o mnie chyba wystarczająco. Chciałabym teraz poznać bliżej ciebie. Wiem tylko, że jesteś moim najlepszym przyjacielem, pomagasz mi i wspierasz. To moimi łzami zostałeś spisany, to moimi przeżyciami zostałeś opisany, to moimi życiowymi katastrofami zostałeś obalony. Jak się dziś czujesz? Mnie nie pytaj, ja jak zawsze. Dobrze, że nie mówisz, nie zadajesz zbędnych pytań. Jesteś naprawdę świetny, wiesz? Jutro zapewne będę przeprowadzać "rozmowę" z doktorem MC Whellie. I będzie to wyglądało jak zawsze. On będzie mówił i pytał, ja będę leżeć, patrzeć w biały sufit i ignorować go. Ale w sumie...nie muszę go ignorować. Mój mózg jest przyzwyczajony do samotności i nie wysilam się nawet, by słuchać. To świetne uczucie, nie przejmować się niczym. Ale nie jest tak zbyt długo. Po czasie przypominasz sobie wszystko i dalej jest jak po maśle. Rutyna. Ciągła rutyna. Czy to się kiedyś skończy? Wątpię. Jestem pesymistką od piętnastego roku życia. Chociaż, w sumie...zawsze nią byłam. Zegarek wskazuje dwudziestą dwadzieścia osiem. Za chwilę zjawi sie pielęgniarka. Muszę szybko schować cię do naszej tajemniczej kryjówki. Obiecaj mi, że się nie złamiesz i przetrwasz ze mną, dobrze? Kocham cię, do zobaczenia wkrótce."  "Twoja Liss".

Chowam szybko mojego przyjaciela i leżę na łóżku. Jest twarde, ale miększe od łóżka z izolatki. Wchodzi pielęgniarka. Podaje leki, wodę i pyta czy wszystko dobrze. Mierzę ją wzrokiem i obracam na drugi bok. Słyszę jak wychodzi. Zamyka cichutko drzwi i już jej nie ma. Krzyki, wrzaski. To pewnie NARWANA. Zawsze przed snem wariuje. Powoli czuję, że leki zaczynają działać, przymykam oczy i odpływam. 

***
Budzi mnie okropny hałas. Wiem, że już nie zasnę, dlatego wstaję i wychodzę z pokoju. Idę do jadalni. Podchodzę do lady i od razu w oczy rzuca mi się zadowolona kucharka. Jak ona to robi, ze jest ciągle taka zadowolona?
-Smacznego, kochanie.-Och, jakim cudem dopuszczam jej słowa do siebie? Rzadko to robię, najwidoczniej chciałam to usłyszeć. Kiwam głową, na znak który zna bardzo dobrze. W ten sposób jej dziękuję. Wie, że nie wysilę się na uśmiech, ani słowa, dlatego jest szczęśliwa nawet gdy kiwnę do niej głową. Zdarza się, że nie wykonam żadnego ruchu, ale wiem, że nie jest jej wtedy przykro. Ona mnie rozumie, wie w jakim miejscu się znajdujemy i nic ode mnie nie wymaga. Siadam przy stoliku w kącie i próbuję wcisnąć w siebie kanapkę z sałatą i białym serem. Po pierwszy kęsie, mój brzuch dziwnie się zaciska. Bardzo długo nie jadłam, dlatego nie powinnam się dziwić, prawda? Dziwię się, ale zjadłam całe dwie kanapki i jestem wciąż głodna. Podchodzę do Bethany i wzrokiem proszę o dokładkę. Kucharka z wielkim uśmiechem na twarzy nakłada kolejne dwie kanapki i robię to, co poprzednio.

***
Najedzona, wchodzę do sali "101". Siadam na krześle, obok innych i próbuję wysilić słuch. Nic z tego. Domyslam się, że inni opowiadają o swoich problemach. Co dwa dni mamy takie spotkania, ale na żadnym nic nie mówię. Oddziałowa prosi o głos TĄ nową. Dziewczyna siedzi i wpatruje się we mnie. Kiwa przecząco głową, pielęgniarka wzdycha i prosi o głos kogoś innego. Rzadko byłam ciekawa chorób innych pacjentów, ale ciekawość dlaczego ta dziewczyna tu trafiła, była nieznośna. Ona tutaj nie pasuje. Po nie całej godzinie, spotkanie się kończy. Idę do naszego głównego pokoju i siadam na fotelu. Siedzę i nie robię nic prócz tego. Czyli jednak coś robię, prawda? Podnoszę głowę i mój wzrok błądzi po całym pomieszczeniu. Zatrzymuje się jednak na TEJ nowej. Co ona chce? Dlaczego się tak na mnie patrzy? Nie chcę tego! Idzie tutaj...po co? Stąpa po podłodze, jakby za chwilę miałaby się zapaść. Wpatruję się w jej stopy i przymykam oczy. Siada obok, czuję jej ciepłe ciało, stykające się z moim, zimnym jak lód. Dlaczego ona to robi? Siedzi obok mnie...Nie chcę, zabierzcie ją! Niestety, nie potrafię się odezwać. Miesiące, długie miesiące trzymają mnie za gardło. Jedno słowo i jestem znów przywiązana do łóżka. Nie chcę tego, ale w sumie...niech robią ze mną co chcą. Mam to wszystko gdzieś. Tak jak inni mają gdzieś moje uczucia, stan i całe życie. Przecież mi nie zależy, to nie ma sensu...A może jednak? Może mi jeszcze zależy, ale nie wiem czy to jedno, zbłąkane uczucie jest właśnie tym? Nie wiem, nie rozumiem. Dokładnie jak nie rozumiem wiele innych rzeczy na tym chorym świecie. Nie, to ja jestem chora, to ja to tak postrzegam. Sama już nie wiem...

***
Pora kąpieli. Zdejmuję przez głowę długą koszulę i wchodzę do wanny, pełnej wody. Z każdej strony czają się pielęgniarki. Nacieram dłonie szarym mydłem i rozprowadzam je po całym ciele. Na włosach rozprowadzam bezzapachowy szampon. Biorę głęboki wdech i zanurzam się pod wodą. Czuję cudowne ciepło na swoim ciele. Moja twarz pokryta jest warstwą piany, a ciało dryfuje na wodzie. Widzę cudowne kolory tęczy na każdym calu obrazu przed twarzą. Co widzę? Widzę łąkę pełną kwiatów, słońce ogrzewające przestrzeń, białe chmury przybierające kształty figur geometrycznych...Nagle wszystko się zmienia. Kwiaty więdną, słońce znika za chmurami, z których zaczynają wypływać małe kropelki. Cała przestrzeń jest czarno-biała. Co się dzieje? Czuję na ciele kilka dłoni. Jest mi zimno i nie potrafię otworzyć oczu. Owijają moje ciało w ręcznik, chyba. Teraz leżę na brzuchu, jak oni to zrobili? Czuję jak coś podchodzi mi do gardła i wypluwam całą zawartość. Woda? Co jest? Nic nie słyszę, mój słuch robi co chce. Moje ciało znów dryfuje, ale tym razem w czyichś ramionach. Głowa odlatuje do tyłu i zasypiam...

***
Otwieram oczy i rozglądam się po pomieszczeniu. Nie jest to izolatka, nie jest to mój pokój, w takim razie gdzie ja jestem? Ktoś wchodzi. Podnoszę ciało do pozycji siedzącej i wpatruję się w mężczyznę. Czego on chce? Czego nie zrozumiał? Biały fartuch z przywieżką "Dr MC Whellie" jak zwykle, dokładnie wyprasowany, a niebieskie oczy czają się na mnie z pod grubych okularów. Kładę się z powrotem i przymykam oczy. Wiem, że teraz coś mówi, ale ja przeplatam się przez codzienną rutynę. Jestem w swoim świecie i nikt nie ma do niego wstępu. Człowiek musi mieć specjalną kartę z napisem "zaufanie", bym mogła wpuścić go do swojego, lepszego świata, w którym to ja rządzę. Nikt nie ma nade mną władzy, nie zmusza mnie do niczego i nie unieruchamia na wiele godzin. Tam moje uczucia duszę w sobie, zupełnie jak tutaj. To jedyna rzecz, która jest taka sama, jak w tym świecie. Tutaj ludzie krzywdzą mnie samym "byciem". A tam...jestem sama, kochana. Przez kogo? Przez samą siebie. Tam mogę robić co chcę, po prostu czuję się w nim lepiej..


***************

No i mamy 1. rozdział. Myślę, że wyszedł całkiem nieźle.
Mam nadzieję, że przekona was on do dalszego czytania! ;D
 Do zobaczenia w następnym! :*
                 "Sabinkaa"

niedziela, 31 stycznia 2016

                                             Prolog

Miałeś kiedyś tak, że leżałeś przykuty do łóżka godzinami, dniami, tygodniami? Byłeś zdany tylko na siebie, chociaż wiedziałeś, że sam sobie nie pomożesz i nie dasz rady. Wiara..Wiara w przyszłość. A co jeśli jej już nie ma? Powoli ulatuje z twojej duszy. Chcesz coś zrobić, ale nie możesz. Ale zaraz..nie chcesz już robić nic. Nie masz na to siły. Cztery ściany, pusta przestrzeń. Jesteś sam na sam z myślami, które nie przynoszą wiele korzyści. W sumie to..nie przynoszą żadnej korzyści. Kiedy już cię wypuszczą, jesteś wolny. Wolny jak nigdy. Powoli wstajesz z białego łóżka i przyzwyczajasz swoje stopy do zimnej podłogi. Idziesz pustymi, bezbarwnymi korytarzami, słuchając krzyków i wrzasków. Myślisz sobie "ja też taka jestem, dlaczego mnie to dziwi?". I znowu  uderzają w ciebie te okropne myśli, wspomnienia. Krzyczysz, szarpiesz się, drapiesz, gryziesz..I znów jesteś przypięta pasami do twardego łóżka. I znów cierpisz. Walczysz ze swoją psychiką, ale ona za każdym razem wygrywa walkę. Dlaczego nie skończę ze sobą? Och, to proste..po prostu tutaj się nie da. Pilnują cię jak psa, a w szarej izolatce nie ma nic, prócz ciebie, twardego łóżka i twoich bolesnych wspomnień. Jest ci ciężko, tracisz nadzieję..Ale zaraz, ty już ją straciłeś dawno. Przyszłości już nie ma, nigdy nie będzie. Życie to ciągła rutyna, nie uwolnisz się od niej. Nie umiesz przemienić niczego, bo twoje życie to zwykłe, niewarte "nic". A życia nie da się zmienić, ciebie nie da się zmienić, twoich uczuć i wspomnień też nie da się zmienić...


***********************

No cóż, prolog już za nami..
Mam nadzieję, że zachęci was
do czytania tej dramatycznej,
pełnej smutku historii młodej, chorej dziewczyny.
Do zobaczenia w pierwszym rozdziale. Buziam!
                       "Sabinkaa"
Ask

wtorek, 26 stycznia 2016

                                                      INFO!

Witam! Na tym blogu będę pisać opowiadanie, fanfiction o chorej psychicznie dziewczynie. Ma na imię Lisa, ma 18 lat i w szpitalu psychiatrycznym mieszka 3 lata. Jest cicha, nikomu nie ufa, jest zdana tylko i wyłącznie na siebie. Do czasu gdy w szpitalu pojawia się nowa dziewczyna. Dzięki niej, Lisa poznaje smak radości i szczęścia. Zdradzę jedynie jeszcze, że w opowiadaniu pojawi się Justin Bieber. Rozdziały będę się starać dodawać regularnie (mniejwięcej co tydzień, ale może się zdarzyć, że więcej niż co tydzień). 
        Do zobaczenia!
               Całuję!
            "Sabinkaa"
Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.